Czy polski Sejm staje się coraz bardziej spolaryzowany?
25 lat głosowań z perspektywy analizy sieci
9/9/2026


O polaryzacji politycznej mówi się dziś niemal bez przerwy. Psychologowie zwykle mają wtedy na myśli wzajemną niechęć i rozdźwięk w poglądach zwolenników różnych partii czy coraz ostrzejszy język debaty politycznej. Trochę inną perspektywę oferuje politologia, zajmująca się m.in. polaryzacją elit, ujmowaną niekiedy jako niezgodność w głosowaniach parlamentarzystów reprezentujących różne obozy polityczne. Tego typu analizy mogą odpowiedzieć na pytanie: Czy partie coraz bardziej różnią się tym, jak faktycznie głosują?
Żeby sprawdzić, czy poziom tak rozumianej polaryzacji politycznej zmienił się w Polsce w ciągu minionych 25 lat, przeanalizowałam imienne głosowania posłanek i posłów od IV (rozpoczętej w 2001 r.) do X (obecnej) kadencji Sejmu. Parlamentarzystów i ich głosowania potraktowałam jako elementy sieci. Dane zostały pobrane za pośrednictwem sejmowego API.
Fot. Piotr Molęcki / Kancelaria Sejmu
SEJM JAKO SIEĆ
Od początku XXI wieku polskie partie coraz rzadziej głosują podobnie. Jednocześnie spada udział decyzji podejmowanych niemal jednomyślnie, a sieć głosowań coraz wyraźniej rozpada się na polityczne obozy. I być może najciekawsze jest to, że proces ten nie wygląda na jednostajny. Największa zmiana nastąpiła nie w ostatnich kilku latach, lecz wcześniej — szczególnie w okolicach 2007, 2011 i 2015 roku. Wnioski te warto porównać z wynikami bardziej systematycznych analiz Lewkowicza i współpracowników.
Dobrze, wiemy zatem, że wzorzec głosowania posłanek i posłów w ciągu ostatnich 25 lat sugeruje wzrost polaryzacji elit. Czy do podobnych wniosków skłoniłaby nas analiza zmian języka używanego przez parlamentarzystów? To temat na kolejny post.

Jeśli więc dwoje posłów wzięło wspólnie udział w 100 głosowaniach i w 90 przypadkach oboje zagłosowali ZA, PRZECIW albo WSTRZYMUJĘ SIĘ, ich podobieństwo wynosi 0,90. Minimalna wartość wskaźnika podobieństwa wynosi 0 (obie osoby zawsze głosują różnie), zaś maksymalna - 1 (obie osoby zawsze głosują tak samo).
Oto mini-sieć wyliczona dla ośmiorga posłów głosujących w obecnej kadencji.


Warto zaznaczyć, że konstruowanie sieci w oparciu o tak wyliczone podobieństwo nie jest jakimś egzotycznym sposobem badania parlamentów. Bardzo zbliżoną konstrukcję sieci zastosowali Waugh, Pei, Fowler, Mucha i Porter w analizie amerykańskiego Kongresu. Ich element macierzy połączeń również był odsetkiem głosowań, w których dwoje legislatorów zagłosowało tak samo, względem głosowań, w których oboje uczestniczyli. Następnie wykorzystali tę sieć do badania polaryzacji za pomocą modularności, czyli stopnia, w jakim sieć dzieli się na różniące się między sobą i wewnętrznie spójne podgrupy (więcej o tym za chwilę).
Podobnie Dal Maso i współpracownicy analizowali włoski parlament: posłowie byli węzłami, a siła relacji oznaczała procent wspólnych głosowań zakończonych takim samym wyborem. Również tam wykorzystano modularność do odtworzenia koalicji i podziałów parlamentarnych
W swojej analizie budowałam taką sieć osobno dla każdego miesiąca. Umożliwiło to otrzymanie dynamicznego obrazu głosowań sejmowych na przestrzeni 25 lat zamiast statycznej migawki z konkretnego posiedzenia albo kadencji.
CO ROZUMIEM PRZEZ POLARYZACJĘ?
Już taka ograniczona sieć podpowiada nam kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze, politycy i polityczki koalicji rządzącej wydają się w większości głosować tak samo - najsłabsza krawędź w tej podgrupie łącząca Dorotę Olko i Urszulę Pasławską miała wartość 0,936, co oznacza, że w prawie 94% wspólnych głosowań posłanki głosowały dokładnie tak samo.
Po drugie, głosowania Marceliny Zawiszy wydają się odzwierciedlać status Partii Razem, która, nie wchodząc do koalicji, jednocześnie popiera ją w większości kwestii (podobieństwa na poziomie ok. 0.70) i dystansuje się od polityków partii prawicowych (podobieństwa rzędu 0.40), w mniejszym jednak stopniu niż koalicjanci (podobieństwo ok. 0.30).
Po trzecie, politycy partii prawicowych - Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki i Sławomir Mentzen - są mniej spójni w swoich głosowaniach niż politycy partii koalicyjnych. Dzieje się tak za sprawą zdystansowanego względem pozostałych Sławomira Mentzena, który, chociaż bardziej podobny do Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawickiego niż do osób reprezentujących koalicję rządzącą, głosuje tak jak oni tylko w 50% przypadków.
W analizie sieciowej każdy poseł jest węzłem. Połączenie między dwojgiem posłów (krawędź) mówi natomiast o tym, jaki odsetek głosowań, w których wzięły udział dane osoby, stanowiły głosowania, w których głosowały one tak samo.
Na początek ważne zastrzeżenie: nie mierzę bezpośrednio polaryzacji ideologicznej ani tego, czy politycy bardziej się nie lubią. Mierzę behawioralną separację partyjną. Wskaźnik ten odpowiada na pytanie: O ile bardziej podobnie głosują posłowie z tej samej partii niż posłowie z różnych partii? Można myśleć o nim jak o różnicy między relacjami wewnątrz- i międzygrupowymi (psychologom może się to kojarzyć z faworyzacją grupy własnej).
Mechanika wygląda następująco: Dla każdego miesiąca obliczam dwa wskaźniki. Pierwszy to średnie podobieństwo posłów należących do tej samej partii (within-party similarity). Drugi to podobieństwo posłów z różnych partii (between-party similarity).
Weźmy statystyki dla sześciorga posłów - Krzysztofa Gawkowskiego, Katarzyny Kotuli i Agnieszki Dziemianowicz-Bąk (Lewica) oraz Krzysztofa Bosaka, Kariny Bosak i Witolda Tumanowicza (Konfederacja) z bieżącej kadencji Sejmu.
Dla każdej osoby z tej grupy możemy policzyć średnie podobieństwo do a) osób z tego samego ugrupowania, i b) osób z innych ugrupowań. Tak otrzymane wartości mogę uśrednić dla całej, 6-węzłowej sieci. Otrzymuję wtedy średnie podobieństwo posłów należących do tej samej partii = 0,977 i średnie podobieństwo posłów należących do innych partii = 0,316.
Behawioralna separacja partyjna jest różnicą pomiędzy tymi średnimi podobieństwami.
W naszym przypadku wynosi więc ona: 0,977 - 0,316 = 0,661
Wracając na bardziej ogólny poziom, im większa jest behawioralna separacja partyjna, tym mocniej parlament dzieli się wzdłuż linii partyjnych. Poniżej wykres podsumowujący ostatnie 25 lat z miesiącem jako podstawową jednostką analizy.
Podobieństwo wewnątrz partii było niezwykle wysokie właściwie przez cały badany okres - już na początku lat 2000. posłowie należący do tej samej partii głosowali zazwyczaj niemal identycznie.
Największa zmiana zaszła gdzie indziej. Średnie podobieństwo między partiami wynosiło około 0,71 w IV kadencji, 0,72 w V i 0,70 w VI. W VII spadło do 0,58, w VIII do 0,49, a w IX do 0,43. A zatem, za wzrost separacji partyjnej odpowiedzialne było coraz rzadsze głosowanie w sposób podobny do innych partii, a nie coraz częstsze głosowanie tak samo, jak osoby z własnego ugrupowania.
Prosty model trendu pokazuje średni wzrost indeksu separacji partyjnej o około 0,014 punktu rocznie. Sam czas wyjaśnia około 44% jego miesięcznej zmienności. Ale osobne analizy pokazują, że prawie cały ten proces jest związany ze spadkiem podobieństwa między partiami. Between-party similarity maleje średnio o około 0,0134 punktu rocznie, podczas gdy wzrost spójności wewnętrznej jest bardzo mały.
partie nie stały się bardziej spójne. Stały się od siebie bardziej oddalone
Najciekawszy wynik pojawia się, kiedy zrobimy krok w tył i spojrzymy na zmiany średniego podobieństwa wewnątrz i między partiami.
CORAZ MNIEJSZY KONSENSUS
Jest jednak dodatkowy element tej historii. Sprawdziłam, jak często w Sejmie występowały głosowania niemal jednomyślne — takie, w których ponad 95% ważnych głosów przypadało na jedną odpowiedź. Kwestiami, które najczęściej pokazują taki rozkład głosów, są sprawy techniczne i proceduralne (np. zmiany terminów, skierowanie projektu pod obrady komisji), ratyfikacje umów międzynarodowych, drobne zmiany dotyczące funkcjonowania instytucji państwowych czy uchwały symboliczne i upamiętniające ważne wydarzenia. Wykres poniżej pokazuje zmiany w odsetku głosowań niemal jednomyślnych na przestrzeni analizowanego okresu.
W VI kadencji głosowania jednomyślne stanowiły średnio aż około 56% głosowań. W VII było to 36%, w VIII 30%, a w IX tylko 25%. Udział takich głosowań silnie korelował z policzonym wcześniej wskaźnikiem separacji partyjnej (r = -0,865). Im więcej było ponadpartyjnego konsensusu, tym mniejsza była separacja między partiami.
Czy jednak opisany wyżej wzrost separacji partyjnej był po prostu skutkiem tego, że dawniej Sejm częściej głosował jednomyślnie? Nie. Po usunięciu głosowań, w których ponad 95% posłów wybierało tę samą odpowiedź (podobną procedurę zastosowali Waugh i współpracownicy), historyczny wzrost separacji partyjnej jest nadal widoczny. Wyraźniejsze niż przedtem stały się natomiast skokowe zmiany separacji partyjnej na początku VI i VIII kadencji.
czy sejm dzieli się na coraz bardziej widoczne obozy?
Taki układ wyników sugeruje zachodzenie dwóch procesów jednocześnie: z jednej strony zmniejszała się częstość ponadpartyjnego konsensusu, zaś z drugiej - rosła separacja partii dla niejednomyślnych głosowań. Innymi słowy - nawet jeśli posłowie reprezentujący różne ugrupowania nie zgadzali się ze sobą na początku XXI wieku, stopień tej niezgody był niższy niż w ostatnich kilku kadencjach.
Innym sposobem spojrzenia na sieć głosowań jest modularność. Podczas gdy omówiona wyżej separacja partyjna to po prostu różnica między średnim podobieństwem głosowań posłów z tej samej partii a średnim podobieństwem posłów z różnych partii, modularność nie pyta tylko, jak duża jest przeciętna różnica między „wewnątrz” i „między”, ale czy cała sieć głosowań rozpada się na wyraźne bloki, w których połączenia są silniejsze wewnątrz grup niż pomiędzy nimi. W swoich analizach zastosowałam dwa warianty tej miary: modularność partyjną, gdzie grupami były formalne kluby parlamentarne, oraz modularność Louvain, gdzie algorytm sam szukał najlepszego podziału sieci, nie wiedząc wcześniej, kto należy do której partii.
WZROST LINIOWY CZY RACZEJ KOLEJNE SKOKI?
W danych z lat 2001–2026 modularność rosła bardzo wyraźnie. Średnia modularność partyjna zwiększyła się z około 0,035 w IV kadencji do 0,181 w IX kadencji, a Louvain modularity z 0,062 do 0,248. Oznacza to, że z czasem sieć głosowań coraz mocniej organizowała się w odrębne, wewnętrznie spójne bloki. W obecnej, X kadencji oba wskaźniki są nieco niższe niż w IX — odpowiednio około 0,151 i 0,222 — ale pozostają dużo wyższe niż na początku badanego okresu. Ponieważ X kadencja nadal trwa, ten spadek należy traktować ostrożnie. Ogólny obraz jest jednak spójny z wynikiem dla separacji partyjnej: polski Sejm z czasem nie tylko stawał się bardziej zróżnicowany pod względem podobieństwa głosowań między partiami, ale też coraz wyraźniej układał się w strukturalnie odrębne bloki.
CO Z TEGO WYNIKA?
Na wykresach separacji partyjnej i modularności w latach 2001–2026 widać jeszcze coś. Zmiana w czasie nie wygląda jak idealna prosta. Uwidacznia się np. pewna sezonowość, wskazująca na wyższy stopień polaryzacji, mierzonej zarówno jako separacja partyjna i modularność sieci, na początku poszczególnych kadencji oraz jego spadek wraz z ich trwaniem.
Aby sprawdzić, czy ocena wizualna zgadza się ze statystyczną, porównałam zwykły model liniowy z modelami segmentowymi. Takie modele pozwalają sprawdzić, czy w konkretnym punkcie szeregu czasowego zmienia się jego poziom i/lub nachylenie. Klasyczne zastosowania regresji segmentowej wywodzą się z analiz przerwanych szeregów czasowych.
W tym przypadku punktami podziału były początki kolejnych kadencji. Trzeba podkreślić: nie jest to dowód, że wybory spowodowały zmianę. Model sprawdzał jedynie, czy na granicach kadencji zmienia się przebieg szeregu czasowego.
Wynik okazał się bardzo czytelny. Model liniowy wyjaśniał 44% wariancji. Po dodaniu skoków poziomu na początku kadencji R2 wzrastało do 0,625. Dodanie jeszcze oddzielnych zmian nachylenia (mających wychwycić spadki wewnątrz kadencji) zwiększa R2 tylko do 0,632, a AIC i BIC wskazywały, że prostszy model ze zmianami poziomu okazał się lepszy. Zgodnie z zasadą zaproponowaną przez Williama z Ockham (Surrey), należałoby zatem zostać przy modelu zakładającym skoki poziomu, ale nie zmiany w nachyleniu linii regresji w poszczególnych kadencjach.
Wygląda więc na to, że zmiany wzorca głosowań w Sejmie RP nie polegały na ciągłym przyspieszaniu polaryzacji. Bardziej przypominały przechodzenie parlamentu na kolejne poziomy separacji. Na wykresie pokazującym zmiany separacji partyjnej po wykluczeniu głosowań niemal jednomyślnych szczególnie silne zmiany poziomu zaznaczają się w latach 2007 i 2015, czyli, odpowiednio, po przejęciu władzy przez PO z rąk PiS, oraz przez PiS z rąk PO.
Podobne myślenie o zmianach struktury w czasie pojawiało się także w analizach amerykańskiego Senatu. Badacze budowali tam sieci na podstawie dokładnie tej samej logiki — odsetka wspólnych głosowań zakończonych tym samym wyborem — a następnie szukali zmian struktury i punktów przełomowych w czasie.
Kod potrzebny do pobrania danych i replikacji analiz znajduje się w repozytorium GitHub.
